piątek, 8 kwietnia 2016

Do widzenia, do jutra... (1960), reż. Janusz Morgenstern, cz. VII

     Koniec żartów. Dzisiaj już lokacje na poważnie (o ile to możliwe). A w tym wpisie wracamy do Gdańska śladami filmu "Do widzenia, do jutra...".
     Powyższe ujęcie może być znajome dla widzów TVN-u, bo z tego co zdążyłem zauważyć przeglądając od czasu do czasu telewizję, to z tej perspektywy jest prezentowane to miasto kiedy wspomina się na antenie o pogodzie. Dość ciekawa panorama, która w porównaniu z filmem nie zmieniła się zbyt poważnie. 
     O tej mozaice było ostatnio głośno z powodu planów jej usunięcia (i protestów przeciwko temu) przez właściciela budynku (w którym znajduje się kino Neptun). Nie śledzę sytuacji na bieżąco, więc nie wiem jak sytuacja wygląda obecnie, ale wspomnę tylko, że trafiłem na tę lokację przypadkowo (nie wiem dlaczego, ale nie udało mi się jej znaleźć wcześniej), zmierzając w kierunku innej, z "Dwóch ludzi z szafą". Jak na strzał z pamięci, dopasowanie wyszło całkiem przystępnie. 

piątek, 1 kwietnia 2016

Predator (1987), reż. John McTiernan

     Od ostatniego postu minęło trochę więcej czasu niż zazwyczaj, ale jest powód ku temu. I to nie byle jaki.
     Otóż jakiś czas temu, kupując na Ryneczku Lidla siatkę pomidorów zostałem skuszony do wzięcia udziału w konkursie. Decydując się na drugą siateczkę tych soczystych warzywek, automatycznie znajdowałem się w grupie osób biorących udział w losowaniu m.in. wycieczki do kraju producenta czerwonych jarzyn, czyli Meksyku. Ponieważ pomidorków nigdy za wiele, a do stracenia nic nie miałem, szybko zdecydowałem się na większy zakup. Prawdę mówiąc, nigdy specjalnie nie wierzyłem, że mógłbym coś wygrać w takich konkursach, dlatego przeżyłem niemały szok, kiedy dowiedziałem się... że to do mnie powędruje bilet na samolot do Ameryki Północnej. Naturalnie, przeczuwając że wizyta w tamtych stronach szybko się nie powtórzy (jeśli w ogóle), przystąpiłem do przeglądania mapy okolicy w której miałem się znaleźć, pod kątem lokacji filmowych. W tym miejscu przeżyłem kolejny szok i to jeszcze większy, bo okazało się, że kilka kilometrów od miejsca mojego pobytu znajduje się popularny resort Puerto Vallarta, w plenerach którego powstawały zdjęcia do soczystej klasyki kina - Predatora. Nie zastanawiając się dłużej, wziąłem się za przygotowania. Poniżej rezultat tej niezapomnianej wizyty.
     Początkowo wydawało mi się, że miejsce to jest tak samo odległe i niedostępne, jak wynika z filmu. Nic podobnego. W rzeczywistości film McTiernana rozkręcił branżę turystyczną w tym rejonie tak bardzo, że będąc na miejscu, ciężko jest poczuć ten klimat zagrożenia, który wylewa się z filmu. 
     Choć obszar ten znajduje się w strefie klimatu zwrotnikowego, w momencie mojej wizyty niewiele na to wskazywało. Mógłbym nawet powiedzieć, że szata roślinny przypominała czasami polskie lasy. Z pomocą przewodnika udało mi się znaleźć miejsca, które szczególnie chciałem zobaczyć. Tutaj lokacja z pamiętnej sceny, w której pierwszy raz widzimy charakterystyczną krew drapieżnika. Najprawdopodobniej liść widziany na filmie był rzeczywistym elementem przyrody, ale... prawie 30 lat zrobiło swoje.
     Dramatyczna scena, w której cała ekipa atakuje wszystkim co ma w... dżunglę. Chociaż rzeczywiście minęło dużo czasu, na niektórych drzewach wciąż można było dostrzec dziury po efektach wystrzałów. Magia kina sprzed epoki CGI zachowana w naturze.
     Co to tego kadru nie mam pewności, czy dobrze go wymierzyłem (choć sama okolica jest potwierdzona). Pewne jest, że oglądając ten film w okresie podstawówki, nie mogłem spać kilku nocy właśnie przez te świecące oczy. Nie mogło ich zabraknąć w tym poście. 
      Pierwsze całościowe ukazanie Predatora (i tym samym kunsztu Stana Winstona). Mimo ostrej rozpierduchy  nawalanki, drzewo stoi do dziś i ma się całkiem dobrze.
     Kolejna zapadając w pamięć scena. Tym razem charakterystycznym motywem jest trzypunktowy celownik bestii z kosmosu. Drzewo pod którym zginął bohater grany przez Billa Duke'a już wtedy musiało być powalone. Dzisiaj jego stan, co naturalne, jeszcze bardziej się pogarsza, ale ma to swój urok.
     I na koniec pożegnalny kadr, który warto było uwiecznić w mojej wersji. Dutch, po lądowaniu w rzece wydostaje się na brzeg, pokrywając się błotem, co, jak się potem okazało, ma swoje dobre strony. Natura lubi się zmieniać, a ja lubię to, że lubi się zmieniać. Przynajmniej w tym wypadku. Sam nigdy bym nie odnalazł tego miejsca, właśnie przez jego nieprzeciętną metamorfozę, ale z pomocnymi wskazówkami lokalnych mieszkańców, poszło dość prosto. 
     Wycieczka do Meksyku była jedną z najciekawszych przygód, jakie mi się przytrafiły. I pomyśleć, że wszystko przez kilogram pomidorów...

poniedziałek, 21 marca 2016

Rzymskie wakacje / Roman Holiday (1953), reż. William Wyler, cz. IV

     Po raz kolejny przenosimy się do Rzymu. Bohaterem tego posta w całości będą Schody Hiszpańskie. 
     W tym momencie filmu, bohaterka Hepburn wciąż jest zafascynowana witrynami z ekspozycjami przeznaczonymi głównie dla kobiet. Uliczka, na której powstał powyższy kadr, prowadzi wprost na schody. Ze ściany zniknęła drewniana tabliczka, ale okno z dużą szybą zachowało swój charakter.  
     To jest bodajże kontynuacja ujęcia z poprzedniego kadru. Jak wspominałem, jesteśmy na ulicy prowadzącej do schodów. Jest tu kilka drobnych elementów, które uległy zmianie, jak np. markizy przy sklepach czy brak obecnie "odstających" emblematów, ale klimat pozostał podobny.  
     I jeszcze jeden przystanek w drodze na popularny zabytek. To ujęcie wykonane jest w przeciwnym kierunku do poprzedniego. Jak można było się spodziewać, i tutaj nie ma powodów do zaskoczenia. 

wtorek, 8 marca 2016

80 milionów (2011), reż. Waldemar Krzystek, cz. VIII

     Turystyka filmowa we Wrocławiu - ciąg dalszy. 
      Żeby nie zaburzać ciągłości, dzisiaj znowu ulica Ptasia, która służyła w filmie "Most szpiegów" za lokację, w której znajdowało się m.in. przejście graniczne checkpoint Charlie. Tym razem jest to plener "pościgu" z "80 milionów". 
     Inne ujęcie na tę ulicę. W miejscu, gdzie parkują teraz auta, w produkcji Spielberga znajdowała się scenografia wejścia do metra. Natomiast w omawianym dzisiaj filmie widać jeszcze pozostałości zbiornika przeciwpożarowego, który został wykorzystany w owej dekoracji. 
      To już zupełnie inne miejsce, ale dotyczące tej samej sceny. Z tego co udało mi się przeczytać w internecie, śnieg w tej produkcji to też sfabrykowany element scenografii. 
     Nieco innego ujęcie, właściwie nie wnoszące nic nowego do poprzedniego. Może warto tylko zauważyć, że zadbano tutaj o pozornie drobiazgowy element, jakim jest znak przystanku autobusowego, ale dający dużo klimatu do tego kadru. 
PS. Ostatnio mam problem z regularnym pisaniem postów, ale motywuje mnie to, że ktoś jednak od czasu do czasu tutaj zagląda. W związku z tym, chciałbym poprosić Was - zainteresowanych tematem - o podanie tytułów filmów, z których lokacje chcielibyście osobiście odwiedzić. Sam mam swoje marzenia z tym związane, ale chętnie porównam to z innymi.  

piątek, 26 lutego 2016

Most szpiegów / Bridge of Spies (2015), reż. Steven Spielberg

    W oczekiwaniu na oscarową noc mam przyjemność przedstawić lokacje z drugiego (po Spectre) filmu nominowanego w tym roku do tej nagrody. Kilka samodzielnych fotek z planu pojawiło się tu jakiś czas temu, ale prawdziwa frajda zaczyna się dopiero teraz, kiedy można porównać efekt końcowy, dopieszczony pod kierownictwem Stevena Spielberga, do zwyczajnych zdjęć z tych lokacji. Gwoli przypomnienia - mowa tutaj o Wrocławiu, który zagrał w filmie Berlin lat 50-tych XX wieku.  
     Wszystkie ujęcia które pojawią się tutaj w związku z tym obrazem powstały w dwóch miejscach we Wrocławiu. Cześć na ulicy Ptasiej oraz przy jej skrzyżowaniu z Kurkową, a inna partia na ulicy Mierniczej. Dobrałem się do tego filmu dość szczegółowo (na tyle, że niektóre zdjęcia mogą się wydać zbędne), bo po pierwsze wydaje mi się ciekawe pokazanie tego w jaki sposób na dość ograniczonej płaszczyźnie stworzono kilka miejsc filmowych, a po drugie, miałem swobodę czasową żeby to zrobić, w końcu, sam brałem udział w tej produkcji jako statysta i będzie to dla mnie świetna pamiątka z tego okresu. 
     A zatem, w pierwszej kolejności ujęcie amerykańskiego studenta ze swoją koleżanką, trafiających na uszczelniane właśnie przejście w murze berlińskim. Miejscem produkcji tej sceny jest plac przy skrzyżowaniu ulicy Ptasiej i Kurkowej. Co pierwsze rzuca się w oczy we wszystkich zdjęciach, to przede wszystkim korekcja koloru, który został sprowadzony do zimnego niebieskiego odcienia.
     Uwagę zwraca też wypełnienie każdego kadru sporą ilością statystów i różnego rodzaju rekwizytów przypominających o tym gdzie się znajdujemy. Mamy więc dominujący sprzęt wojskowy ale też elementy związane z murem i jego budową. Na tym zdjęciu pojawiają się też rzeczy związane ze scenografią, które zostały przystosowane z autentycznych budynków. Patrząc od lewej strony mamy więc kamienicę, która została celowo zabrudzona do zdjęć (przed produkcją była w niemal identycznym stanie jak na moim zdjęciu, a po skończeniu zdjęć została na nowo odmalowana). Na kamienicy po prawej stronie natomiast narysowano symbol Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec (na koniec został on zamalowany, więc prawdopodobnie po jakimś czasie warunki atmosferyczne odsłonią go na nowo). Co można wspomnieć na marginesie - wszystkie elementy scenografii zostały wykonane przez niemieckie studio Babelsberg.  
     Na koniec tego wpisu spojrzenie w kierunku ulicy Kurkowej. Tutaj warto zwrócić uwagę na sztuczne cegły, które zostały wstawione na pierwszym piętrze aby zasłonić okna oraz podobne elementy na parterze, których z tej perspektywy nie widać, ale również tam są w celu zasłonięcia współczesnych elementów.

piątek, 19 lutego 2016

Rzymskie wakacje / Roman Holiday (1953), reż. William Wyler, cz. III

      Pierwotnie "Rzymskie wakacje" miały powstawać w... Hollywood, ale reżyser nalegał, aby film kręcić we włoskiej stolicy. Władze Paramountu ostatecznie zgodziły się na takie rozwiązanie obcinając konsekwentnie budżet, co znowu wiązało się z produkcją obrazu czarno-białego (a nie, jak początkowo zakładano, w Technicolorze) oraz zatrudnieniem mało znanej aktorki w roli księżniczki. Stolica amerykańskiego filmu nie bez powodu nazywana jest "fabryką snów", ale nie wyobrażam sobie, w jaki sposób chciano odtworzyć Rzym z całym jego rozmachem. Na szczęście, jak wiemy z napisów początkowych, wszystkie zdjęcia kręcono w tym mieście, dzięki czemu mamy na filmie zachowaną świetną pamiątkę miasta z tamtego okresu. 
     Przechodząc do konkretów, pora zwrócić uwagę na fontannę di Trevi i jej okolice. Jak wspominałem już przy Schodach Hiszpańskich, okres, w którym odwiedzałem Rzym owocował we wszelkie remonty, i taką też sytuację zastałem przy fontannie. W tym wypadku cała ściana kamienic zasłonięta jest rusztowaniem, ale mimo tego można zauważyć że nie powstało tu dużo rozbieżności.  
     Coś większego za to stało się przy oknie, do którego podchodzi Audrey. W filmie był to salon fryzjerski, w którym bohaterka zafundowała sobie metamorfozę fryzury. Obecnie mieści się tu sklepik z pamiątkami, co jednak nie jest dziwne. Zastanawiający jest natomiast rozmiar witryny, który, jak by nie patrzeć, został powiększony. 
     Samej fontanny również nie było mi dane podziwiać w pełnej okazałości. Woda została spuszczona, rzeźby także przykryte rusztowaniem, a całość dodatkowo obstawiona ogrodzeniem z pleksi. Na moje szczęście udało się zrobić zdjęcie odpowiadające filmowemu ujęciu. Komentować nie ma za bardzo czego, w końcu to niemłody zabytek.  

czwartek, 11 lutego 2016

Wszystko jest iluminacją / Everything Is Illuminated (2005), reż. Liev Schreiber, cz. II

     Dzisiaj kolejna porcja zdjęć z Pragi, ze znanego już placu przed Pałacem Przemysłowym. 
     Na szczęście, w tym miejscu nie doszukamy się wielu różnic. Tradycyjnie natura nie zawodzi, ale reszta pozostaje praktycznie niewzruszona.  
     Robienie tego zdjęcie może się wydać trochę wymuszone, ale ze względu na to, że to miejsce ma niezwykły charakter, trudno mi było odpuścić sobie nawet takie, względnie nieistotne, porównanie. 
     I jeszcze jedno zdjęcie w kierunku Pałacu. Łatwo zauważyć, że najczęściej zmieniającymi się elementami jest przyroda i ilość zaparkowanych samochodów.