niedziela, 12 czerwca 2016

Ida (2013). reż. Paweł Pawlikowski, cz. II

     Kolejna odsłona turystyki filmowej w Łodzi. Muszę przyznać, że z powodu ograniczonej ilości czasu zrobiłem niestety niewiele zdjęć i to tylko z jednego filmu. Ponieważ są to jednak porównania z tych bardziej fascynujących (przynajmniej dla mnie), będę je umieszczał mniejszymi partiami, żeby można było na spokojnie się im przyglądać i nimi nacieszyć.  
     A więc tym razem przyjrzymy się kamienicy, w której mieszka ciotka Idy. Znajdująca się przy ulicy Dowborczyków nie wymagała chyba żadnej ingerencji scenografów, a jedynie ludzi od oświetlenia. Wszystko wskazuje bowiem na to, że przejście od strony, z której kręcono to ujęcie, zostało pozbawione dopływu światła aby stworzyć większy kontrast dla prześwitu, z którego przychodzi tytułowa bohaterka. Chcę myśleć że to świadoma intencja twórców, aby pokazać przejście z czystego do brudnego świata.   
     Widok z zewnątrz. Moją uwagę zwróciły tutaj dwie rzeczy: okno na pierwszym piętrze, otwarte w taki samym stopniu jak na filmie oraz firanka z parteru, która wygląda na taką samą jak "grającą" w tym obrazie. Drobiazgi, które jednak cieszą. Nie można natomiast nie zwrócić uwagi na neon "Odys" wiszący na ścianie. Okazuje się, że wszystkie tego typu napisy użyte w tym filmie pochodzą z kolekcji miłośników neonów z Wrocławia. Ten widoczny tutaj składa się z liter zaczerpniętych z oryginalnego "Modnego Stroju". (Na marginesie - całą kolekcję charakterystycznych napisów można zobaczyć przy ulicy Ruskiej 46c we Wrocławiu). 

sobota, 4 czerwca 2016

Dwaj ludzie z szafą (1958), reż. Roman Polański, cz. VI

     Dzisiaj pożegnanie z etiudą Romana Polańskiego, bo dzielę się z ostatnimi zdjęciami dotyczącymi "Dwóch ludzi z szafą". Oczywiście jest jeszcze kilka ujęć, które można by złowić, ale wątpię, żeby udało mi się to zrobić w najbliższej przyszłości. Jest czego żałować, bo film to stary i kręcony w miejscach, które dość znacznie się zmieniły, ale nie można mieć wszystkiego, więc czas podelektować się tym co jest dostępne. 
     Dzisiaj wydaje mi się to nieprawdopodobne, ale to miejsce znalazłem wyłącznie dzięki niezastąpionemu Google Maps. Nie pamiętam jak było dokładnie, ale chyba krążyłem po okolicach miejsc z sąsiadujących ujęć i trafiłem na ścianę, która wydawała mi się bardzo podobna do tej z filmu. Rzut dostępny na mapie był oczywiście z zupełnie innej strony i po innym kątem, ale jako że miejsce to znajduje się niedaleko innych na mojej trasie, warto było o nie zahaczyć. Będąc tam, nie miałem jeszcze do końca pewności czy aby na pewno tutaj powstało to ujęcie. Miejsce z którego miałoby zostać nakręcone to stromo opadająca droga prowadząca do garaży. Kamienice wyglądały zupełnie inaczej niż na filmie. Na środku duże drzewo. Mimo to zrobiłem zdjęcie i liczyłem, że pewności nabiorę przyglądając się szczegółom na ekranie. I rzeczywiście, porównując detale trudno mieć wątpliwości.   
     Przypuszczam, że oprócz otwierającego ujęcia samego morza stykającego sie z niebiem, to jest najmniej zróżnicowane w całym filmie. Słynne molo zachowuje prawie jednakowy wygląd przez tyle lat. Delikatnie zabudowano jedynie podstawę ławek (obecnie wyglądają ciekwiej, co nie zdarza się często) i wymieniono latarnie. O pojawieniu się masztów z reklamami szkoda pisać.
     Dom z tego ujęcia przywołał we mnie skojarzenie z Dzikim Zachodem. Piaskowa droga i drewniana zabudowa były silniejsze niż świadomość rozgrywania się akcji w Polsce, stąd ciekawość jak wygląda to miejsce dzisiaj była ponadprzeciętna. Zaskoczenie pojawiło się już w momencie odnalezienia ulicy Sobieskiego na mapie. Znajduje się ona w ścisłym centrum Sopotu, niedalego stacji kolejowej. Przychodząc na miejsce rozwiałem swoje wszystkie wyobrażenia, ponieważ miejsce to w rzeczywistości wygląda zupełnie inaczej niż na filmie - zwyczajny, pospolity dom, otoczony żywopłotem. Ale właśnie dzięki temu wrażenia z porównywania są przyjemne. Warto zwrócić uwagę, co chyba nie powinno zaskakiwać, że numer domu widoczny na filmie i moim zdjęciu wciąż zgadzają sie ze sobą.

niedziela, 29 maja 2016

Most szpiegów / Bridge of Spies (2015), reż. Steven Spielberg, cz. III

     Na początku lat 80-tych Spielberg był bardzo mocno zainteresowany nakręceniem kolejnego filmu z serii o Jamesie Bondzie (chodziło o "Tylko dla twoich oczu"). Producent Albert R. Broccoli odpowiedział na jego propozycję, że chce, aby filmy o agencie 007 reżyserowali jedynie brytyjscy twórcy i tak projektem zajął się John Glen. Niedługo potem Geroge Lucas dał mu jednak okazję pokazać swoje zdolności w podobnym garunkowo filmie, pozwalając pokierować ekipą przy produkcji "Poszukiwaczy zaginionej arki". Wyszedł kultowy film z ikoniczną postacią, ale trudno na jego bazie domyślać się jak wyglądałby Spielbergerowski Bond. I chyba już nigdy nie będziemy mieli okazji o tym się przekonać. Możemy za to wyjść w szpiegowskie klimaty tego artysty w jego ostatnim filmie co czynię od razu.
     Ponownie mamy Wrocław udający Berlin, a w sąsiedztwie świeżo powstający Mur Berliński. Zdesperowani ludzie, zdając sobie sprawe z konsekwencji odseparowania, starają się jeszcze przedostać wszystkimi możliwymi sposobami na "wolną" stronę miasta. Budynek, który widać na obu pierwszych zdjęciach do rzeczywsita kamienica. Nawet zamurowane okna na parterze to autentyczne elementy otoczenia.
     Ludzie, którzy kotłują się przed budynkiem to statyści, którym udało się zakwalifikować do tej roli, natomiast ci, którzy zwisają z okien to najpewniej profesjonalni kaskaderzy.
     Ujęcie z durgiej strony muru. W tym wypadku cały parter i pierwsze piętro kamienicy widocznej w tle zostały zasłoniete sztucznymi cegłami. Wyglądało to na wycięte z większego arkuszu fragmenty ściany cegieł dopasowane do rozmiarów konrketnego okna czy drzwi. Zauważyłem, że nawet małe tabliczki przybite do ściany informujące o napięciu czy gazie (widoczne też na pierwszych dwóch zdjęciach) zostały zamalowane na szary kolor. Pełen profesjonalizm.

sobota, 21 maja 2016

Utalentowany pan Ripley / The Talented Mr. Ripley (1999), reż. Anthony Minghella, cz. III

     Kontynuacja wycieczki po Rzymie. Z Piazza di Spagna przenosimy się 1,5 km na południowy zachód, na Piazza Navona, który pojawił się już w pierwszym wpisie związanym z "Ripleyem". Te ujęcia wykonane są w przeciwnym kierunku niż opisane wcześniej, ale ponownie pojawia się tu Fontanna Czterech Rzek. Nikt zapewne nie spodziewa się zobaczyć tutaj intrygujących zmian w plenerze - i słusznie. Jedyną rzeczą, która została przystosowana do filmu to ilość i kostiumy znajdujących się na placu osób.   
     Pierwsze ujęcie przechodzi z fontanny na spacerującą parę bohaterów... 
     ...kolejne już bezpośrednio i bez przerwy śledzi rozmawiających znajomych...
     ...aby zakończyć się znowu na widoku samej fontanny (choć ja zostawiłem jeszcze kadr z aktorami). 

niedziela, 15 maja 2016

Rzymskie wakacje / Roman Holiday (1953), reż. William Wyler, cz. V

     Lato, słońce, Rzym, wakacje. Kolejna seria zdjęć z "Rzymskich wakacji". W dzisiejszym poście pojawi się porównanie lokacji ze sceny przy Schodach Hiszpańskich. Miejsce dość mocno oblegane przez rzesze turystów - może w jakimś stopniu również przez tych, zainteresowanych turystyką filmową.  
     Jak wspominałem wcześniej, same schody były wyłączone dla zwiedzających, co nie przeszkodziło mi w powtórzeniu kilku istotnych ujęć. Kamienice sąsiadujące z głównym zabytkiem zachowane są w takim samym stanie jak na filmie. Różnią je jedynie drobne elementy jak napisy przy wejściach do sklepów. Moją uwagę jednak bardziej zawraca atmosfera tego miejsca. Oglądając film miałem wrażenie, że ludzie, którzy tutaj się przewijają to głównie włosi, natomiast wydaje mi się, że obecnie są oni mniejszością wśród tego tłumu.   
     W filmie, przed wyjściem na stopnie, bohaterka kupuje lody w przenośnej budce. Liczyłem na to, że do dzisiejszych czasów zachowa się jakiś jej odpowiednik, ale nic z tego. Lodem można się ochłodzić, ale w pobliskich restauracjach czy innych punktach stacjonarnych.   
     Wygląda na to, że nie tyle schody był remontowane, co znajdujący się na ich szczycie kościół. Okres w którym tam byłem, zbiegał się z premierą ostatniego "Bonda", do którego zdjęcia powstawały przecież w tym mieście, toteż reklama zegarka nawiązująca do filmu o 007 wydaje się być całkiem na miejscu.  
     Jeszcze jedno ujęcie z tego samego miejsca, które co prawda nic nowego nie wnosi, ale pozwala jeszcze chwilę nacieszyć się tym lekkim, beztroskim klimatem z filmu. 

niedziela, 8 maja 2016

Ida (2013). reż. Paweł Pawlikowski

     Trzymamy się kina czarno-białego w poważnym tonie, ale dzisiaj będzie podróż śladami produkcji polskiej (przynajmniej w większej części). W kilku nadchodzących postach będę miał przyjemność przedstawić lokacje z filmu "Ida". Jest to kameralny, polski film, który teoretycznie nie powinien powodować u mnie takie entuzjazmu, ale jednak jest w nim coś, co sprawia, że podążanie jego lokacjami sprawia przyjemność. I nie chodzi o kontrowersje i sławę, jaką zyskał przez tematykę okołożydowską, a później najważniejszą nagrodę w branży filmowej. Cieszę się, że mogę zaprezentować te zdjęcia przez niewiarygodnie piękne w rodzimych filmach... zdjęcia, które są duszą tej produkcji. Powiedzmy szczerze, fabuła, przechodząc z konfliktu dwóch skrajnych światopoglądów (ze znakomicie dobranymi dla tego dysonansu aktorkami) do wątku jakiegoś historycznego morderstwa straciła siłę, ale to właśnie zdjęcia od pierwszej do ostatniej klatki prowadzą ten film. Jak ktoś gdzieś wspomniał, każde ujęcie z tego filmu można wydrukować i powiesić na ścianie jako małe dzieło sztuki.  
     Wracając do sedna, przenosimy się na ulicę Legionów, gdzie nakręcono intrygujące ujęcie (bodajże jedno z dwóch ruchomych w filmie), w którym kamera przemieszcza się wzdłuż tej właśnie ulicy. Jest to punkt widzenia tytułowej bohaterki, która jedzie tramwajem spotkać się ze swoją ciotką. Rzuca się ono w oczy w kontekście całego filmu, ponieważ po skromnych dotąd (a również potem) ujęciach dostajemy względnie długi i wymagający pod kątem realizacyjnym fragment.   
     Na samej ulicy do dzisiaj czuć specyficzny klimat poprzedniej epoki, który do produkcji został podrasowany witrynami sklepów przysłoniętymi tablicami z charakterystycznymi czcionkami.  
     Część z nich albo zachowała się do dzisiaj, albo mogła zostać użyta jako oryginalny element scenografii (nie wiem która wersja jest prawdziwa w przypadku "Naprawy parasoli"). Trzeba też zwrócić uwagę, że dla potrzeb filmu zamalowano popisane ściany, które dzisiaj wróciły już do swojego "powszedniego" stanu. Na marginesie (zauważyłem to dopiero łącząc zdjęcia): wydaje mi się, że w oknie pierwszego sklepu widać odbicie planszy rozpraszającej światło, poruszającej się w tym samym tempie co kamera. 
     Ale widać też pozytywne zmiany. Jedna z kamienic zarejestrowana w tym ujęciu została odremontowana dość gruntowanie, całkowicie zmieniając swój wygląd. Pomijając ten fakt, mimo iż ulica nie należy do najbardziej estetycznych, to i tak w filmie udało się uzyskać efekt jeszcze bardziej ponurej, apatycznej atmosfery. Magia kina w czystej postaci. 
PS. Serdeczne podziękowania dla Piotra z portalu rowerologia.pl za poświęcenie swojego czasu i pomoc w oprowadzeniu po Łodzi, okraszoną ciekawymi historiami. 

poniedziałek, 2 maja 2016

Lista Schindlera / Schindler's List (1993), reż. Steven Spielberg, cz. IX

     Dzisiaj set jetting w mojej ulubionej formie - dużo natury, spora przerwa czasowa i istotny dla kinematografii film. Tę część lokacji z "Listy Schindlera" zostawiłem na koniec, ponieważ miejsce to wspominam wyjątkowo.  
     Mowa tu o kamieniołomie Liban, który w filmie pełnił rolę obozu Płaszów. W poprzednich postach pisałem już jak ciekawym przeżyciem było zejście na jego dno. Dzisiaj zwrócę uwagę na część znajdującą się powyżej. 
     Stalowe schody, które najprawdopodobniej pochodzą jeszcze z okresu funkcjonowania obozu pracy, prowadzą do miejsca, w którym znajdował się filmowy dom komendanta obozu Płaszów. W czasie mojej wizyty tam dało się zauważyć jeszcze stopnie, natomiast znaczna część poręczy (jeśli nie wszystkie) została najpewniej rozkradziona. 
     Po przedarciu się przez wysoką trawę po szczątkach schodów docieramy do miejsca bezpośrednio sąsiadującego z domem, które w filmie grało garaż na pojazdy komendanta. Stan tego budynku jest, podobnie jak schody, opłakany. Mimo tego wciąż jeszcze stał, w przeciwieństwa do domu, który był jedynie dużym elementem scenografii. Żałuję, że będąc tam nie zrobiłem zdjęć miejscu, w którym się znajdował, ponieważ były tam jeszcze widoczne fundamenty, które mogły pochodzić z okresu produkcji.   
     Na koniec szersze ujęcie opisywanego obszaru. Konstrukcja po lewej stronie, dzięki której można jeszcze odnaleźć się w tym terenie, to także pozostałość po Niemcach. W sieci można znaleźć dużo zdjęć z tego miejsca, w których na pierwszym planie znajdują się właśnie metalowe kominy. Połączenie zapuszczonego krajobrazu, ponurej przeszłości tego miejsca i historii przedstawionej w obrazie Spielberga tworzy unikalną mieszankę, obok której nie da się przejść niewzruszonym.