sobota, 21 marca 2015

80 milionów (2011), reż. Waldemar Krzystek, cz. II

     Dzisiaj kolejna seria zdjęć z filmu, który został wytypowany na polskiego kandydata do Oscara. Według przewodniczącego komisji PISF-u, Juliusza Machulskiego, powodem wyboru tego obrazu był fakt, że "opowiada o epizodzie z polskiej historii w sposób nieszablonowy, optymistyczny i uniwersalny". Trudno temu zaprzeczyć, ale dla Amerykanów to widocznie było za mało, bo wiadomo, jak sprawa się potoczyła. 
     Bohaterem tego posta jest wrocławski most Grunwaldzki, na którym rozgrywają się otwierająca i zamykająca akcja. Powyższy kadr to pierwsze ujęcie w filmie. Kolejny przykład, na którym dobrze widać jaki wpływ ma zastosowanie różnorodnych obiektywów. 
     Kolejne trzy zdjęcia pochodzą już z finałowej sekwencji. Żeby móc wyjść na jezdnię, musiałem odwiedzić to miejsce wczesnym rankiem, stąd moje zdjęcia są tak ciemne. Budynek po lewej definitywnie powstał w przeciągu tych 4 lat, bo nie widać go na żadnym z powyższych filmowych ujęć. 
     Ujęcie w przeciwną stronę do tego z pierwszego zdjęcia. Można by pomyśleć, że grupa milicjantów została ustawiona w taki sposób żeby zasłonić coś w tle, ale ponieważ współczesnych elementów nie ma tam zbyt wiele, bardziej prawdopodobne, że taki układ jest po  prostu autentyczny i jednocześnie widowiskowy. 
     A to ujęcie z samego mostu w kierunku południowym. Poza tym, że antena na dachu jest skromniejsza, niewiele się tu zmieniło. 

wtorek, 17 marca 2015

Iluzjonista / The Illusionist (2006), reż. Neil Burger

     Ciężko mi ostatnio zabrać się za pisanie postów, ale domyślam się, że jest parę osób, które czeka na nowe zdjęcia, a wiem jakie to uczucie. Jest to więc dla mnie jakaś motywacja do działania. Dzisiaj film, o którym długo myślałem, że był odpowiedzią na "Prestiż" Christophera Nolana, ale po sprawdzeniu dat premier przekonałem się, że mogło być odwrotnie. Przyznaję, oba filmy zasługują na uznanie i polecam je każdemu. "Iluzjonistę" zapamiętałem głównie z urzekającej muzyki (szczególnie podczas napisów początkowych) i ciekawej (jakby inaczej) roli Paula Giamatti'ego. Wiem, że wrócę do niego jeszcze przynajmniej raz.  
     Według danych dostępnych na IMDB.com wszystkie zdjęcia powstawały w Czechach, co oczywiście oznacza, że ekipa odwiedziła również Pragę. W ramach ciekawostki można wspomnieć, że przeciętny statysta dostał za rolę około 30$/dzień. Zdjęcia w tym poście pochodzą z finałowej sekwencji w filmie, podczas której inspektor grany przez Giamatti'ego, otrzymuje od chłopca przesyłkę zawierającą notes wyjaśniający działanie tajemniczych mechanizmów magika. Scena została nakręcona przy zamku hradczańskim.  
     Ujęcie w przeciwnym kierunku. Widać tu popularny motyw stosowany przez filmowców czyli zasłanianie niewygodnych elementów. W tym wypadku chodzi o tablice znajdujące się po obu stronach bramy. Jest to o tyle ciekawe, że spełnia swoją rolę, czyli ukrywa współczesne reklamy, jednak kiedy przyjrzeć się temu na spokojnie, można się zastanawiać czym właściwie miałyby być te podłużne płyty (tym bardziej, że jedna wyraźnie odstaje od ściany).  

piątek, 6 marca 2015

Tylko mnie kochaj (2006), reż. Ryszard Zatorski, cz. II

     Dzisiejszy post chyba bardziej powinien przypaść do gustu piękniejszej części Czytelników, ale prawdę mówiąc umieszczenie tego tytułu w okolicy 8. marca wyszło zupełnym przypadkiem. Jakkolwiek by nie było, zapraszam do zapoznania się z lokacją końcowej części horroru komedii romantycznej "Tylko mnie kochaj". 
     Na powyższym porównaniu świetnie widać jakie znaczenie mają parametry obiektywów, którymi się filmuje lub fotografuje. W filmie został użyty sprzęt z dłuższą ogniskową, co sprawiło, że molo wydaje się krótsze, niż na moim zdjęciu, wykonanym zwykłym aparatem kompaktowym. Również tło z wieżami w tle znajduje się bliżej widza, co, wydaje mi się, wygląda atrakcyjniej. 
     Sądzę, że kwestia latarni też może mieć związek z obiektywami, ale pewności nie mam. Bardziej jestem pewny tego, że molo zostało odmalowane co najmniej raz, co nie dziwi skoro to jedna z ważniejszych części miasta.
    Naiwnie próbowałem doszukać się podpisów widocznych na belce, ale zdziwiłbym się, gdyby rzeczywiście przetrwały 8 lat w takich warunkach.

wtorek, 3 marca 2015

Mission: Impossible - Ghost Protocol (2011), reż. Brad Bird, cz. II

     Przyznaję, że rzadko mi się zdarza, żeby po skończonym seansie z niecierpliwością czekać na informacje o ewentualnym sequelu filmu. Pierwsza część pełnometrażowej serii opowiadającej o losach agentów IMF zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, ale nie oczekiwałem drugiego filmu. Kiedy jednak się pojawił, zawiodłem się solidnie. Może film jako samodzielny obraz nie jest taki zły, ale zupełna zmiana stylu opowiadania w stosunku do poprzedniej części nie trafiła w mój gust. Myślałem wtedy, że kolejne części będą już tylko jakościowym spadkiem w dół. Trójka jednak miała swoje momenty, ale nie był to jeszcze film, do którego wracałbym z przyjemnością. Wszystko zmieniło się z ostatnią częścią, która znalazła się w rękach człowieka, odpowiedzialnego dotychczas za filmy animowane. Pomysły na sceny akcji, ich wykonanie i ilość humoru sprawiły, że po napisach końcowych nie było mi obojętne kiedy wyjdzie kolejna część, bo nawet nie znając ocen ani wyników finansowych filmu, byłem pewny, że taka powstanie.   
     Jedną z takich scen jest ucieczka agenta Hunta z rosyjskiego szpitala. Zdjęcia powstawały przy budynku, w którym w rzeczywistości mieści się hostel, natomiast ulica przy nim jest ślepa, więc ekipa nie miała za bardzo komu blokować drogi, co na pewno było wygodne przy takich kaskaderskich wyczynach.   
     Wszystkie wiszące elementy z których korzystał bohater zostały oczywiście zainstalowane jedynie na potrzeby tej sceny. Poza tym trzeba było zdjąć latarnię zainstalowaną w poprzek ulicy, jeśli w ogóle była tam wcześniej.   
     Ciekawostką wartą wspomnienia jest fakt, że budynek przed którym upada Hunt, ma przy drzwiach tabliczki z napisem "Prague Film School". Ciekawe czy studenci tej szkoły mieli okazję podglądać pracę specjalistów z Hollywood. 
     Kiedy bohater znalazł się już na wolności, mijał bar, w którym mógł zobaczyć co właściwie stało się na Kremlu. Ta scena również była kręcona w Pradze. Niewiele trzeba było zrobić, żeby przekonująco utrzymać rosyjski klimat: napis cyrylicą, mocny niebieski filtr i charakterystyczny język w tle sprawdziły się doskonale. 

sobota, 21 lutego 2015

Do widzenia, do jutra... (1960), reż. Janusz Morgenstern, cz. IV

     Witam. Dzisiaj na blogu powrót do Gdańska śladami zakochanego Jacka i Margueritte.
     Wszystkie trzy ujęcia zostały wykonane z praktycznie jednego miejsca przy fontannie Neptuna. Na pierwszym zdjęciu widać wieżę ratusza. Dopiero teraz zauważyłem, że wskazówki, chociaż pokazuję inne godziny, są na podobnych pozycjach.  
     I kolejny już raz wspomniana fontanna. Z ciekawych zmian widzę pojawienie się dwóch posągów na szczycie kamienicy po lewej stronie. 
    Miejsce i zmiana, o której wspominałem w poście związanym z serialem "Podróż za jeden uśmiech". Ulica została zamknięta dla ruchu zmotoryzowanego, na korzyść pieszych.  

czwartek, 12 lutego 2015

Pipiół i diament (1958), reż. Andrzej Wajda, cz. II

     Nieco ponad miesiąc temu, 8 stycznia, minęła 48. rocznica śmierci Zbigniewa Cybulskiego. Aktor próbował wskoczyć do ruszającego z Dworca Głównego we Wrocławiu pociągu co skończyło się tragicznie. Zmarł tego samego dnia w szpitalu. Co roku tego dnia, tablica upamiętniająca to przykre wydarzenie znajdująca się na trzecim peronie dworca, pokrywana jest kwiatami i zniczami. Dzisiaj na blogu klolejna porcja wrocławskich lokacji z filmu "Popiół i diament". 
     Kościół, którego boczne wejście widać po lewej stronie oraz drzewo widoczne na kolorowym zdjęciu na wprost, pojawiły się w pierwszym poście dotyczącym tego filmu. Tamto ujęcie zostało usytuowane z przeciwnej strony, a drzewo ze zdjęcia współczesnego przysłaniało fronotwą ścianę kościoła. Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że drzewo z obu fotografii to ta sama roślina, ale po dłuższym przyjrzeniu się widać, że odległości nie pasują do siebie. 
     Cofamy się kilka metrów i możemy zobaczyć większą część ulicy Franciszkańskiej. Fundamenty, których fragment widać po prawej stronie, to pozostałość po budynku grającego w filmie hotel Monopol, który w rzeczywistości mieścił się i nadal znajduje się po drugiej stronie kościoła, na równoległej ulicy Heleny Modrzejewskiej. 
     Jeszcze parę kroków do tyłu i pojawiają się elementy, które najprawdopodobniej nie są elementami scenografii. Po stanie wnętrza widocznego na filmie wnioskuję, że budynek w niektórych miejscach mógł być autentycznie zapezpieczony w taki własnie sposób. Chwilę po tym ujęciu bohaterowie zatrzymują się przy, i wchodzą do świątyni, przez portal, którego niestety nie jestem w stanie zlokalizować, a który może się mieścić w miejscu gdzie dobudowano plebanię. 

niedziela, 1 lutego 2015

80 milionów (2011), reż. Waldemar Krzystek

     3 grudnia 1981 roku, 10 dni przed wprowadzeniem stanu wojennego, w momencie coraz większych niepokojów społecznych i wizji nieuniknionej konfrontacji z komunistami, trójka młodych działaczy wypłaciła z wrocławskiego banku 80 milionów złotych należących do "Solidarności". 13 grudnia konto zostało zajęte przez władze, a wypłacenie gotówki uznane zostało za kradzież. Pieniądze zostały przemycone do Pałacu Biskupiego na Ostrowie Tumskim, gdzie spoczywały w prywatnych kwaterach kardynała Henryka Gulbinowicza i służyły jako pomoc w budowie wrocławskiego podziemia. Ta autentyczna historia stała się osią fabularną filmu Waldemara Krzystka zrealizowanego w 2011 roku.
     Ponieważ większość akcji dzieje się we Wrocławiu, naturalne było, że również tutaj powstawały zdjęcia do filmu. Chociaż akurat sekwencja przedstawiona na poniższych zdjęciach, mimo, iż ukazuje historyczne wydarzenie (koncert przed zajezdnią, który odbył się w dniu podpisania Porozumień Sierpniowych), nagrana została w innym miejscu, niż ono rzeczywiście się rozegrało. Zmiany dotyczą również jego uczestników: w filmie koncert daje orkiestra Filharmonii Wrocławskiej, podczas gdy faktycznie grała orkiestra Opery Wrocławskiej. W każdym razie był on wyrazem poparcia artystów dla strajkujących robotników.    
     Prawdziwy koncert odbył się przy zajezdni autobusowej przy ulicy Grabiszyńskiej, jednak sekwencja była kręcona przy nieczynnej zajezdni nr 5 przy ulicy Legnickiej. Powody takiej zmiany były dwa: zajezdnia przy Legnickiej w momencie kręcenia była nieczynna, co nie komplikowało nikomu życia, a po drugie zachowała wygląd sprzed kilkudziesięciu lat, w przeciwieństwie do tej (a przynajmniej okolic) z ulicy Grabiszyńskiej.     
     To samo można powiedzieć jeszcze dzisiaj, a więc 4 lata po zakończeniu zdjęć. Jedynym elementem, który różni te miejsca jest żółte ogrodzenie wokół którego na filmie gromadzą się ludzie, a którego obecnie brakuje w tym miejscu.